Ogłoszenie

Aktualności - www.facebook.com/sopw.kolejka.marecka                                   Aktualności - www.facebook.com/sopw.kolejka.marecka                            

Apel – pomóżmy rodzinie Temlerów w poszukiwaniu pamiątek



#1 19.09.2012 00:28:04

gajos

Użytkownik

5520043
Skąd: Łochów / stołeczna Złota
Zarejestrowany: 10.10.2007
Posty: 547
WWW

Radzymińska Opowieść Dojazdowa

RADZYMIŃSKA OPOWIEŚĆ DOJAZDOWA

- Widziałeś podanie Laty? Ale ten bramkarz od nich - jaką szmatę puścił - i to pod brzuchem.
- Nooo, a z Tomaszeskiego się śmieli. Coś czuję że nie pójdzie tym Angolom dzisiaj, jak mi jutro z pociągiem.
Wybełkotał Zdzisław tradycyjnie wymawiając nazwisko bez "w" w końcówce.
- No dobry był, dobry! To co Zdzisiu, za gola? Bo już polane.
- Za gola! Eeee Władek, ostatnio miałeś lepszego tego siuwaksa.
- Nie marudź, ledwo na mecz zdążyliśmy wykapać. Pij!
- A wypiję. Mecz meczem, ale wiesz, Władziu, robota niepewna. Szwed jakiś się kręci po Stalowej, kupić chce wszystko, do gołych ścian. Prędzej mu drugi potop częstohoski w tendrze zrobimy niż cokolwiek wywiezie!
Tymczasem Zdziśkowi coś bimber za dobrze podchodził, dom daleko, robota na wpół do czwartej, i nie honor było gospodarza o nocleg prosić. Choć dziesiątej wieczór jeszcze nie było, to już ciemno za oknem. Niestety twardy gwóźdź przybił Zdziśkową głowę do stołu, razem z honorem i golem dla Anglików.
Nad ranem Władek szarpie przygwożdżone ramię.
- Zdzisiek! Zdzisiek!
- Cooooo. Ile jest?
- Po meczu. Ciuchcia gwizdała na Radzyminie bo odjechała czwarta piętnaście do Warszawy przy okazji zegarek ustawiłem. Nie masz służby dzisiaj?
- Maaam. Łeb mnie boli. Jadę tym za cztery szósta, a która godzina?
- Czwarta dwadzieścia.
- Ty, lecę! Parowóz zimny! Gdzie mam buty?
- Tu masz. Weź mój rower bo przez te bagna pod Dybowem to nie przejdziesz. Leć!
- Mój łeb! Władek coś mi dał? Pewnie parowóz nie dopilnowany, nie rozpalony, bo młody nie da sam rady!
- Dobra bierz na klina co zostało, ze dwie setki jeszcze będą.
- Dobre i tyle. Lecę, parowóz zimny, nie zdążę, ukatrupią mnie!! Dawaj ten rower!! Jeszcze deszcz pada - węgiel mokry będzie.
Zdzisiek o ile mógł wsiąść na rower, tak nie był w stanie zauważyć kiedy Syrenka "stoczwórka" ledwo wyhamowała przed nim na Wołomińskiej.
- Jak jeździsz tym kurołapem burżuju!
Rowerzystę poruszającego się pijackim wężykiem, niepokoiły na przemian dwie rzeczy. Zimny parowóz i coraz większy ból głowy. Wzrok nie pozwalał na więcej niż zobaczenie wirującego świata w promieniu kilku metrów. Mijając po prawej kościół, zza kolejkowego muru po lewej, unosił się uspokajający i dobrze znany Zdziśkowi dym.
- No, młody się wyrabia.
Wybełkotał z ulgą dojeżdżając do skrzyżowania, w momencie gdy ochlapał go hamujący autobus z Wyszkowa.
Na peronie pierwszym czekają cztery nieco zaniedbane wagony osobowe w kolorze oliwkowym, powoli napełniając się ludźmi. Odjazd za sześć piąta, jeszcze niecały kwadrans. W jednym z uchylonych okien słychać donośne narzekanie, o węglu - że go żałują i po co te kozy w wagonie, a zima idzie, i zimno będzie, że łobuzy w Markach znowu szybę wybiją, a komunę i tak szlag trafi. Ot, dzień jak co dzień na Radzyminie Wąskotorowym.
Od strony wyjazdu ze stacji, manewruje swoim pupilkiem, parowozem Px-em "dziewięćset czternastką" doświadczony maszynista Lisowski. Za chwilę podepną się do składu i zawiozą przepełniony pociąg, pełen siły roboczej i klienteli bazaru Różyckiego. Zdzisiek w biegu wrzuca rower do drezyniarni. Korzystając z tego ustronnego kantorka, dopija klina z Władkowej butelki i biegnie do parowozu. Ledwo dostrzega numer swojej maszyny. Px48 1911.
W peronie na drugim torze stoją identyczne trzy wagony, czekające na parowóz Zdzisława.
- Młody, co zepsułeś tym razem?
- Dzień dobry! Oj chyba słabo dzisiaj ze zdrowiem u mechanika, panie Zdzisiu, co?
- Dzień dobry Andrzejku. Ale nie interesuj się młody, kiedyś się dowiesz. Powiedz lepiej jak naszego grata rozpaliłeś. Sam? Od półtora miesiąca się uczysz i nie wierzę że sam rozpalasz, pewnie Mietek ci pomógł. Punkty obsmarowane?
- No, pan Lisowski mi pomógł.
- Aaaa, Berecik, poczciwina z niego. Będę musiał Lisoskiemu na fajrant butelkę zanieść bo znowu mnie wyręcza. Młody, kosztujesz mnie, ale dzisiaj daruję. Nie mam sił, łeb boli, kiedyś zrozumiesz, Młody. Dokończ robotę ja ci powiem co i jak. Teraz lecę się przebrać.
Kątem oka dyżurny zauważył jak dziwnie chaotyczny Zdzisiek wywinął orła prosto w kałużę przy zwrotnicy przed peronem. Lecz był zbyt zajęty puszczaniem pociągu do Warszawy. "Potem się nim zajmę" pomyślał.
Mija 5 minut przebrany Zdzisław woła:
- Młodyyyy, pojechali, tor wolny! W nagrodę dawaj, obracaj na talerzu naszą jedenasteczkę i podjedziesz do pociągu. Ja skoczę po papiery do dyżurki. Tylko pamiętaj o hamulcu! Ciśnienie masz? Nie! Czekaj, dzisiaj Małecki z lizakiem lata, on mnie teraz udupi. Ty pójdziesz do niego, tylko uważaj bo menda straszna. Jakby pytał o mnie to powiedz że przyjdę po manewrach. Aaa i zapytaj o wynik meczu.
- Dobra idę.
Stylowy zegar peronowy pokazał równiutko godzinę piątą.
Mechanik wdrapał się na maszynę pomagając sobie kolanami o podłogę. Ledwo świta, deszcz pada, widoczność marna. Samopoczucie jeszcze gorsze! Wczorajszy mecz sieje coraz większe spustoszenie w organiźmie Zdzisława. Odhamował. Z wyczuciem dotknął przepustnicę i maszyna powoli wjechała na obrotnicę. Robił to setki razy, żaden kac go nie rozproszy. W tym momencie wraca młody pomocnik i z daleka krzyczy.
- Jeden jeden mamy awans!!
- Dla kogo? Zawołał Zdzisław stojąc tyłem do kotła, podpierając się lewą ręką o krawędź budki maszynisty.
- Panie Zdziśku jak to dla kogo? No remis był!
- Aaaa dobra, dobra ale nie krzycz tak i łap za obrotnicę.
Odburknął mechanik popędzając młodego, przy okazji robiąc spory zamach rękoma. W tym momencie poczuł ból w prawej ręce. Uderzył mocno w dźwignię przepustnicy. Ta wiernie uderzyła parą w silniki... 180 konna maszyna ruszyła gwałtownie przed siebie.
- Nawrotnik! Mój Boże, nie przestawiłem. Hamulec! Cegły! Skąd cegły w budzie? Co jest, Andrzej! Stój!
Za późno.
Niezręczną ciszę przerwał kawałek muru osuwający się po ścianie tendra strącając tabliczkę "Ptx48".
22 tony sapiącej stali ruszyło z obrotnicy w stronę miasta. Za obrotnicą znajdował się króciutki tor zakończony przerdzewiałym kozłem oporowym. Okazał się żadną przeszkodą, tak samo jak mur oddzielający stację od ulicy. Lokomotywa bez szyn wyjechała do połowy swojej długości na chodnik, ryjąc sobie drogę obrzeżami kół.
Gdy opadły resztki kurzu Andrzej przeskakuje po gruzach i wskakuje do budki
- Panie Zdziśku nic panu nie jest?
Zdzisław, choć już zupełnie trzeźwy, nie był w stanie cokolwiek odpowiedzieć.
Przybiega z krzykiem dyżurny ruchu, Małecki.
- Coście zrobili?! Jak można było obrotnicę przejechać?! I to przez mur?! Przecież tam jest kwiaciarnia! Zdzisiek, wjechałeś w kwiaciarnię!
Chłopie chodź do dyżurki, owinę ci rękę. Młody, czekaj na pierwszy pociąg z Warszawy, za parę minut powinni być. Powiedz im, niech natychmiast się odepną w peronie i wyciągną was na odstawczy, pod sam oporek. Tylko bez hałasu i żeby ludzie nie widzieli! A o szóstej przyjdą warsztatowcy to niech sprzątną chodnik i skoczą po cegły do Gieesu. Nim przyjedzie pociąg to biegnij na Zduńską po mojego zmiennika, on najbliżej z nas mieszka, dwieście metrów masz po drugiej stronie szosy i niech już przed szóstą zaczyna to sprzątać do środka. Ja zajmę się Zdziśkiem i załatwię na komendzie żeby problemów nam nie robili.
Następnego dnia w Radzyminie plotkowano o kolejarzach co chcieli do monopolowego podjechać na miasto.
Kolejarze długo opowiadali anegdoty, jak to sobie Zdzisiek w Nasielsku radzi bo przynajmniej obrotnicy tam nie mają...


A gdyby kupić taki wąski pas ziemii wzdłuż trasy do Radzymina?

Offline

 

#2 20.09.2012 21:15:44

chrisfox

administrator

status 1
GG? ni mom i nie bede mioł
Skąd: z getta
Zarejestrowany: 8.03.2007
Posty: 11806
WWW

Re: Radzymińska Opowieść Dojazdowa

Mam wrażenie, że imię głównego bohatera zostało zmienione...


Rozczyn dzieł Marksa wlany w bydląt czaszki
Wytwarza z mózgiem przedziwną miksturę

Offline

 

#3 24.09.2012 22:14:14

gajos

Użytkownik

5520043
Skąd: Łochów / stołeczna Złota
Zarejestrowany: 10.10.2007
Posty: 547
WWW

Re: Radzymińska Opowieść Dojazdowa

Kilka innych faktów też zostało nieco naciągnięte dla ubarwienia treści.


A gdyby kupić taki wąski pas ziemii wzdłuż trasy do Radzymina?

Offline

 

                                 Czasy takie, że na fb też trzeba trochę istnieć - zajrzyjcie do nas i tam. A tu jesteśmy już od dobrych dziesięciu lat :)                                

adres IP


Stopka forum

RSS
Powered by PunBB 1.2.23
© Copyright 2002–2008 PunBB
Polityka cookies - Wersja Lo-Fi


Darmowe Forum | Ciekawe Fora | Darmowe Fora